O DOBKU I POCZĄTKACH DOBCZYCKIEGO ZAMKU

Wiernym był wojem księcia I Dobiesław, Dobkiem zwany. Mężnie stawał na każde wezwanie swego pana, w boju nie znał strachu, a i roztropny był nad wyraz. Książę nigdy nie zawiódł się na Dobku, toteż cenił go i poważał nad innych swych wojów. Pewnego dnia postanowił więc zlecić mu ważną misję. Wezwany przed książęce oblicze Dobiesław z uwagą wysłuchał swego dynasty z wielkiego Piastowego rodu. Mieszko zaś rzekł mu tak:

-Mój drogi Dobku! Oto od lat stoisz u mego boku, a nigdy zawodu od ciebie nie doznałem. W wojnie zawsze chrobrością swą bez trwogi mi służysz, w pokoju zaś radą rozważną. Toteż i misję szczególną wyznaczyć ci postanowiłem, dla księstwa mego istotną, w której i męstwo, i rozwaga brać udział muszę. Oto na południowych rubieżach góry wielkie, gęstym lasem porośnięte się wznoszą. Krępakiem, Tatarami i Beskidami zwane. Granica to dzika i niespokojna, prawu żadnemu niepoddana. Rozdzielają bowiem te góry kraj nasz, Czechów i Madziarów. Komu zaś ziemie te przypadną nie rozstrzygnie oręż, lecz to, kto prędzej je zagospodaruje i z ziemiami swymi mocniejszymi więzy połączy. Udasz się tam, Dobku miły, a gdy miejsce dogodne odnajdziesz gród zacny i zamek warowny wybudujesz, aby strzegł dolin, którymi wojska i kupcy podążają, spokój od rozbójników zapewniał, a o władzy naszej owymi Beskidami zaświadczał. Wyruszaj zatem natychmiast, a co na miejscu czynić pragniesz – to czyń.

Pokłonił się Dobiesław księciu, rozkaz spełnić obiecał i nie zwlekając, z drużyną na południe ruszył. Wędrowali długo, aż wreszcie w góry okryte knieją jak płaszczem przybyli. Istotnie, ziemia to była dzika, a pośród lasów nieprzebytych jedynie rzeki i potoki szumiały, od czasu do czasu zaś skały się bieliły. Dotarł Dobek w końcu nad rzekę Rabę, a że wzdłuż niej najłatwiej na południe i z południa było się przekradać, zdecydował, iż to ponad jej falami gród i zamek wybuduje dla bezpieczeństwa owego traktu dzikiego i na znak władzy Mieszkowej. Szukał jednak wciąż odpowiedniego miejsca, które dla miasta strażnicy najbardziej dogodnym by było.

Pewnego dnia, wędrując ze swym pocztem wzdłuż Raby, ujrzał Dobiesław wzgórze wyniosłe, ponad jej wodami się wznoszące. Miejsce to idealnym mu się wydało. Z góry wszak wysokiej najłatwiej dolinę i wiodące nią ścieżki kontrolować można, zagospodarowane wzgórze swym majestatem o powadze Piastów należycie by zaświadczyło, przyszłego grodu mocą natury broniło, a urok jego mieszkańcom miłym wydawać się będzie. Zatrzymał przeto swój orszak, wzgórze nad Rabą wskazał i natychmiast do budowy zamku i miasta przystąpić rozkazał. Głuchy łoskot siekier niósł się po beskidzkich wierchach, a ponad doliną szybko rosły drewniane budynki, wały i palisady. I wiele czasu nie upłynęło, gdy na górze nad Rabą królującej gród warowny, szlaków strzegący wyrósł. Zaludniły się rychło jego domostwa, gdyż nieliczny lud w okolicy żyjący i osadnicy z dalszych stron radzi do owego wspaniałego gniazda przybywali i w nim pod władzą tak znamienitego woja się osiedlali, zwabieni prędkim rozkwitem osady w miejscu, gdzie dotąd jedynie bór i dziki zwierz panowały. Dobiesław zaś przechadzał się po zamkowej palisadzie, z dumą spoglądał na iskrzącą się w słonecznych promieniach Rabę, a wdzięczności od ludu za owo schronienie nowe na każdym kroku doświadczając, weselił się, że rozkaz swego księcia tak dobrze wykonał. Gdy zaś zmarł Dobek, synowie jego Dobczycami zwani strażnicę i miasto we władanie objęli, które rychło pod imieniem Dobczyc głośnym się stało.

Legendy zamków karpackich, B.G. Sala, BOSZ, 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.