O HERBIE MIASTA LUBLIN

Dawno temu, sprzed 700 laty, lubelski gród był już tak duży, że mieszkańcy zapragnęli, aby otrzymał prawo miejskie. Wybrała się zatem delegacja z Lublina do Krakowa, do księcia Władysława Łokietka, by przekonać go do nadania Lublinowi przywilejów. Delegaci opowiedzieli władcy, jak ich gród pięknie się rozbudowuje. Wspomnieli też o grupce osieroconych podczas tatarskiego najazdu dzieci, które schroniły się w wąwozie, a przetrwały tylko dlatego, iż wykarmiła je koza. Opowieść była tak interesująca, że Łokietek nadał Lublinowi prawo miejskie i doradził, by tę słynną kozę umieścić w herbie miasta. Pomysł spodobał się delegatom, ale że zabrakło im nieco funduszy, znaleźli rzemieślnika, który zgodził się namalować herba za niewielkie pieniądze. Trudno opisać ich przerażenie, gdy wrócili do Lublina i rozpakowali zawiniątko. Ich oczom, zamiast kozy, ukazał się stary, zarośnięty cap, pożerający kiście winogron. Jak pokazać taki herb mieszkańcom! Ale ku ich zaskoczeniu lublinianie byli tak uradowani nadaniem prawa miejskiego, że pomyłkę puścili w niepamięć i z sympatią przyjęli herb z kozłem.

Zakładka z legendą, MAKI, Lublin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.