OPOWIEŚĆ O ZAMOJSKIM HEJNALE

Na zamojskim Rynku wznosi się majestatyczna bryła ratusza o szerokich schodach i wieży zegarowej, 52 metry mierzącej. Trudno jej nie dostrzec, w którymkolwiek znajdziesz się miejscu na Starym Mieście. Z tej wieży, od 400 lat codziennie o godzinie 12.00 trębacz gra melodię, która rozbrzmiewa na trzy strony świata. Nie płynie na zachód w kierunku Krakowa. Dlaczego? Podobno taka była wola hetmana. Jan Sariusz Zamoyski, nim hetmanem wielkim koronnym został, sekretarzem był królewskim w Krakowie na Wawelu. Gdy urząd hetmana objął, własne miasto budować zaczął. Rynek Wielki wytyczył, o nawierzchni glinianej, a ulice drewnem wyłożył.

Powiadają niektórzy, że konkurować chciał z Krakowem – dawną stolicą Rzeczypospolitej. Akademię Zamoyską wystawił, co nie w smak było profesorom Akademii Krakowskiej, którzy szkołą ją nazywali.

Może dlatego hetman nie chciał pozdrawiać melodią Krakowa? A może dlatego, że w krakowskich Sukiennicach widnieją herby wielu polskich miast, ale nie umieszczono tam herbu Zamościa?

Dociekliwi przez wieki próbują rozwikłać tę zagadkę, a hetman pewnie uśmiecha się pod wąsem, bo tylko on zna odpowiedź…

[Zamość, Opowieść o zamojskim hejnale, wyd. Maki ]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.